The Elder Scrolls V: Skyrim – moja recenzja – cz. 3 – Wątek główny

Nie ma rolpleja bez fabuły. A w tej najważniejszą rolę gra główny wątek. On jest osią rozgrywki. Bez niego cała, nawet wspaniała mechanika zdaje się na nic. Fabuła zawsze była mocną stroną serii TES. Ze Skyrimem wiązano duże nadzieje. Moim marzeniem było wskrzeszenie ducha Morrowinda. Jak już wspomniałem wcześniej, pogodziłem się z tym, że nic go nie zastąpi.

 

UWAGA!
Tekst zawiera fragmenty i zakończenie fabuły. Czytasz na własne ryzyko.

 

Na internecie spotkałem się wielokrotnie z opinią, że Skyrim posiada dwa główne wątki. Miałby to być ten związany z powrotem smoków oraz drugi, o wojnie domowej. Nic bardziej mylnego, ale o tym za chwilę. Zacznijmy od powrotu smoków. Osią tego wątku jest wypełnienie się przepowiedni i powrót Alduina, pożeracza światów. Pomysł w obrębie serii nawet dosyć wytarty. Owszem, nie było jeszcze smoków, ale to ratowanie świata… Dobre jest to, że znowu jesteśmy w centrum uwagi, to my jesteśmy wybrańcami. Jest to więc w jakimś stopniu powrót do Morrowinda, a to już spory plus ;). Zaczyna się, jak zwykle w pierdlu. No, może nie do końca. Tym razem jedziemy bryczką wiedzeni przez cesarskich na śmierć. I zgadnij cie co wtedy? Wpada Alduin i pali wioskę, a nam ‚cudem’ udaje się nawiać. I w tym momencie gra oddaje nam całkowitą kontrolę nad naszymi poczynaniami. Ach, ta otwartość. To zawsze był jeden z największych atutów serii. A co dalej z głównym wątkiem? Och, nic wielkiego. Spotykamy ostrza, idziemy do gromowładnych, znajdujemy pradawny zwój i pokonujemy Alduina. Serio. To najogólniejsze streszczenie. W porównaniu z poprzednimi grami, nawet Oblivionem wątek główny jest bardzo krótki. W dodatku niezbyt wciągający. Kiedy przechodziłem go po raz pierwszy zaskoczyło mnie to, że skończył się w momencie, w którym zaczyna robić się ciekawie. Nie wiem, może to zamierzony zabieg, może chcą wypuścić DLC które przedłuży grę. Na razie jednak za wątek główny Skyrim dostaje ode mnie duży ochrzan.

Wątek związany z wojną domową? W teorii miał się przeplatać z tym głównym. No i się przeplata. Raz. I to tylko wtedy, gdy nie skończymy wojny domowej przed głównym. Poza tym, mówiono, że to drugi co do długości pracy quest. Jest tak dopracowany? Super! … Ni… nie jest, prawda? No cóż. Nie wiem, nad czym tam pracowali. Ten wątek to seria rozmów i walk. Na przemian. Taka młócka w kolejnych fortach tylko po to, żeby dopchać się do Samotni/Wichrowego tronu. To tyle. Serio. Koniec.

O wątku głównym naprawdę nie ma co więcej pisać. Jest mierny. Za to dużo lepiej wypadnie podsumowanie questów pobocznych. Wpadnijcie przeczytać!

Autor: Kamil Chmielewski

Inżynier informatyki, specjalność systemy informatyczne – inżynieria systemów. Student pierwszego semestru magisterki na Politechnice Wrocławskiej. Fan gier RPG i strategii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *