Kill those greenskins!

Choć od premiery Warhammera 40k Dawn of War II minęło już sporo czasu, to jakoś nie miałem okazji w niego zagrać. Nigdy nie byłem wielkim fanem jedynki, dużo bardziej podobał mi się Warcraft III (w temacie RTS’ów). Kiedy jednak zobaczyłem ten tytuł w najnowszym CD Action, stwierdziłem – czemu nie.

Po włożeniu płytki do napędu, pierwsza niespodzianka – gra wymaga Steam’a. Dla mnie to nie problem – od trzech lat go używam i przywykłem do jego… problemów. Ale dla osób które chciałyby pograć sobie w tylko w DoW i nie miały wcześniej styczności ze Steam’em, lub co gorsza, odepchnął ich problemami technicznymi, cóż… Po aktywacji (tak, nie pożyczycie DoW’a koledze, bo klucz jest tylko jeden) i instalacji kolejny zong – do grania potrzebne jest konto na Games for Windows Live, czyli tak naprawdę Xbox Live. Znowu, mi to nie przeszkadza, ja takie konto od dawna mam (mała rada – jeżeli macie konto w Windows Live, np. pocztę na hotmailu, to macie też konto na Xbla, wystarczy się tam zalogować z tymi danymi i aktywować profil), ale jeżeli ktoś nie ma, to znowu kłody pod nogi. W końcu – weszło. Loading… I Steam wyświetla komunikat, że tu mam klucz do aktywacji gry (inny niż ten który podawałem przy instalacji) i mam go wpisać, gdy będę poproszony. Gram w DoW od soboty popołudnia i do tej pory nie zostałem poproszony. Dodam, że grałem też przez sieć – w normalne, rankingowe mecze, i nigdy nie prosił mnie o ten klucz. Więc po co on? To już zagadka, której rozwiązanie zna tylko Valve.

No właśnie, w temacie grania. Wcześniej słyszałem z różnych źródeł, że DoW 2 jest bardziej RPGiem niż RTSem. Nie powiem, spodobało mi się to, bo sugerowało rozgrywkę podobną do mojego ukochanego Warcrafta, tyle, że zamiast Arthasa i Illidana miałem spotkać orki, marines i eldarów. Przez pierwsze dwie godziny siedziałem jak zaklęty, nie mogąc oderwać się od monitora. Dopiero siła wyższa (związana z dużą ilością płynów wlewanych w organizm podczas gry) zmusiła mnie do odejścia na moment (lub dwa).

Gra się po prostu miodnie. Grafika od czasu premiery niewiele się postarzała i dla niezbyt wymagających pod tym względem graczy będzie naprawdę dobra. Co więcej, gra działa płynnie – na moim komputerze (ok, to może nie jest dobry przykład porównawczy – 6 GB ramu, procesor i7 i GeForce GTX 285) przy max detalach ilość klatek na sekundę nie spada nawet przy największych wybuchach. Parę problemów jest, dwa razy zdarzyło się, że wszystkie obiekty straciły na moment tekstury, no i jedno wywalenie do Windy, ale jestem w stanie to przeżyć.

Pod względem zawartości – ekstra. Do dalej ten sam krwawy i troszkę karykaturalny świat Warhammera 40000 – wielcy orkowie, jeszcze więksi marines… W to trzeba zagrać, żeby poczuć ten klimat.

Nie ma wątpliwości – w sobotę jadę do Bydgoszczy i kupuję Chaos Rising – dodatek do DoW’a. Niech żyje Imperator!

Autor: Kamil Chmielewski

Inżynier informatyki, specjalność systemy informatyczne – inżynieria systemów. Student pierwszego semestru magisterki na Politechnice Wrocławskiej. Fan gier RPG i strategii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *