Testament Sherlocka Holmesa

Od jakiegoś czasu czegoś mi brakowało, w materii gier. Nie mogłem odkryć, jakiegoż to gatunku zaniedbałem, w co mam ochotę zagrać. Dopiero w tym tygodniu przekonałem się, że od dawna nie grałem w przygodówki. Stare, dobre przygodówki. A doszedłem do tego dzięki świetnej produkcji, o wdzięcznym tytule Testament Sherlocka Holmesa, autorstwa Frogwares. Nie jest to pierwsza gra o przygodach najsłynniejszego detektywa świata, mają na swoim koncie całą serię, lecz pierwsza, w którą dane mi było się zanurzyć. Z jakim rezultatem?

Całkowite utonięcie. Tego mi było trzeba. Doprawdy, muszę aż sobie dozować, żeby nie zapomnieć o maturze, i konieczności uczenia się do wspomnianej. Od lat nie zdarzyło mi się tak wsiąknąć.

Testament jest przygodówką, jednak troszkę inną technicznie od tradycyjnych point-and-click. To znaczy, oferuje trzy tryby widoku, w tym jeden klasyczny, w którym wskazujemy kursorem i klikamy, jednak dwa pozostałe są, jak dla mnie, dużo wygodniejsze, i dosyć nietypowe, a więc i interesujące. Można bowiem włączyć tryb sterowania bezpośredniego, myszą i klawiaturą, z widokiem z pierwszej lub trzeciej osoby. Szczególnie podoba mi się tryb pierwszoosobowy, pozwala on na jeszcze bardziej osobiste przeżywanie wydarzeń, utożsamianie się z bohaterem.

Właściwie bohaterami. Sterujemy poczynaniami zarówno samego Holmesa, jak i doktora Watsona, nieodłącznego towarzysza. Co do nich, z początku wydawali się tacy… nijacy. To nie Robert Downey Jr. i Jude Law, nie są niezwykli, wyglądają jak przeciętni Brytyjczycy. Po jakimś czasie jednak przyzwyczaiłem się, a nawet ich polubiłem. Świetnie dobrano do nich głosy. Sprawiają wrażenie autentycznych, co często jest lekceważone przez twórców. Również muzyka pasuje klimatem i wpada w ucho.

Oprawa wizualna stoi na przyzwoitym, nawet rzekł bym dobrym poziomie. Nie ma wodotrysków, ale nikt się ich tu nie spodziewa, to w końcu przygodówka. Modele 3D wykonano z dbałością o szczegóły, tekstury są całkiem niezłej rozdzielczości. Jedyne, co mi przeszkadza, to animacje i mimika. Jedyny techniczny aspekt, jaki widziałbym poprawiony. Poza tym, pierwsza liga.

Ale to nie grafika stanowi o jakości gier przygodowych, lecz ich treść. Historia, jak to zwykle w Holmesach bywa, nie od razu prowadzi do głównego wątku. A na drodze do rozwiązania śledztwa przyjdzie nam się zmierzyć z miej lub bardziej złożonymi zagadkami. Te są bardzo fajne, dużą frajdę sprawiło mi ich rozwiązywanie. Jest ich wiele rodzajów, od puzzli, przez pracę przy laboratorium analitycznym, po tablicę dedukcji – interesujący pomysł, polegający na wyciąganiu właściwych wniosków, na podstawie posiadanych informacji. Czasem, ale bardzo rzadko, zagadki mają jakiś głupawy element, jak to zwykle w przygodówkach bywa, który uniemożliwia kontynuowanie, bo nie zauważyłeś, że jeden liść trzeciego kwiatu na drugim oknie da się kliknąć, i za jego pomocą naprawisz zegar ciotki Kunegundy, która da ci ciastko, którym przekupisz strażnika, by cię przepuścił. To oczywiście taki żart, aż tak idiotycznych problemów w tej grze nie ma (aczkolwiek grywałem w przygodówki, które podobne problemy miały), jednak czasem przegapienie małego elementu nie pozwala przejść dalej. Tak więc bywają sekwencje, które ja nazywam wszystkoklikami, kiedy zwyczajnie przeklikuje się cały ekran, w poszukiwaniu zagubionego detalu.

Zakładam, że nie dane mi będzie skończyć Testament Sherlocka Holmesa przed maturą, ona jednak jest ważniejsza (podobno 😀 ). Jednak po maturze, zabieram się ostro także za wcześniejsze tytuły z serii. Jeżeli są na podobnym poziomie, to czekają mnie dłuuugie wieczory rozwiązywania Brytyjskich zagadek kryminalnych. Polecam nie tylko fanom przygodówek i Sherlocków Holmesów!

Autor: Kamil Chmielewski

Inżynier informatyki, specjalność systemy informatyczne – inżynieria systemów. Student pierwszego semestru magisterki na Politechnice Wrocławskiej. Fan gier RPG i strategii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *