Iron Man 3

Lubię superbohaterów. Nie umiem powiedzieć, czy bardziej tych od DC, czy Marvela. Jednak wśród nich jest jeden, którego po prostu uwielbiam. Dlatego nie mogłem przegapić najnowszego filmu o nim. Iron Man 3, bo o tym filmie mowa, opowiada o wydarzeniach po akcji Avengers (którego kolejna część jest już w drodze). I jak zwykle trzyma poziom. Co tam trzyma. Podnosi! Na wielką skalę.

Chcę zdradzać jak najmniej z fabuły, żeby nie psuć zabawy tym, którzy jeszcze nie widzieli. Będzie to trudne, ale się postaram. Jedno mogę powiedzieć – przygotujcie się na mocne wrażenia. To zdecydowanie najpoważniejsza, najbrutalniejsza i najbardziej mroczna część serii. Daleko jej co prawda do takiego Batmana, ale mimo wszystko, w porównaniu z niemal komiksowymi poprzednimi częściami, jest moc. W dzisiejszych czasach to pewnie nie działa tak jak kiedyś, ale ten film zdecydowanie nie jest dla dzieci (które i tak przyszły, o zgrozo, z rodzicami).

W tytułową rolę po raz kolejny wcielił się Robert Downey Jr. I po raz kolejny z wielkim sukcesem. Ten człowiek urodził się do ról takich ekscentrycznych, genialnych dziwaków. Jak zwykle dał z siebie 100% i jeszcze trochę w prezencie (a propos prezentu, to kto chce taką maskotkę na Gwiazdkę? 😉 ). Pozostali aktorzy też grali na poziomie. Guy Pearce, jako główny czarny charakter odpowiednio wkurzał (pod koniec sam miałem ochotę mu przyłożyć, żeby tylko dali mi tą zbroję). Brawa należą się też Benowi Kingsley’owi za kreację Mandaryna – mistrzostwo świata.

W naszym kinie była chyba tylko wersja z dubbingiem (nic nie było w rozpisce, więc myślę, że wszystkie seanse były takie same), zakładam, że wersja z napisami też była emitowana w innych kinach, tak jak przy Avengersach, aczkolwiek mogę się mylić. Mimo to, dubbing był dobry. Tak, jak we wspomnianych Avengers. Nie było rażących błędów, a głosy Starka i Mandaryna (Jerzy Kryszak w tej roli, genialne dopasowanie) nawet mi się podobały.

W kwestii oprawy technicznej – jak zwykle. To znaczy, bezbłędnie. Piorunujące efekty, realistyczne zaawansowane technologie i przygważdżające krajobrazy i scenografie. Nic dodać nic ująć.

Muzyka, no cóż, dobra. Brakowało mi tylko kawałka Black Sabbath, ‚Iron Man’, który świetnie pasował w pierwszej części.

Co ciekawe, dziś drugi dzień po premierze Iron Man 3 w naszym mieście, a widzów niewielu, nawet nie pół sali. Czyżby perfekcyjna pani domu ściągała większe tłumy do Galerii Solnej niż Tony Stark do kina? Jak ja nie rozumiem ludzi… 🙂

Autor: Kamil Chmielewski

Inżynier informatyki, specjalność systemy informatyczne – inżynieria systemów. Student pierwszego semestru magisterki na Politechnice Wrocławskiej. Fan gier RPG i strategii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *