World of Warplanes vs War Thunder

Po długim (ponad miesięcznym, choć są ludzie, którzy czekali dłużej) oczekiwaniu w końcu przysłano mi zaproszenie do zamkniętej bety World of Warplanes, młodszego brata znanego i cenionego (choć ja nigdy w niego nie grałem) World of Tanks. Korzystając z tej okazji, ściągnąłem również otwartą tym razem betę produkcji bardzo podobnej – War Thunder. A z powodu tego podobieństwa, zamiast oceniać je pojedynczo, postanowiłem zrobić zestawienie, porównanie obu gier.

Jak nietrudno się domyślić, zarówno World of Warplanes, jak i War Thunder traktują o lotnictwie, drugowojennym dla ścisłości. To jeden z moich ulubionych tematów (‚Dywizjon 303’ był jedną z najlepszych książek, jakie sam dla siebie przeczytałem jeszcze w podstawówce, chyba w 4 klasie), więc z tym większą radością przystąpiłem do testowania.

Na pierwszy ogień poszedł WoWp, z tego względu, że szybciej się ściągnął. Co ciekawe, i warte zaznaczenia, gra ma blisko 17 GB. War Thunder ‚zaledwie’ 6, a ściągał się dużo dłużej. Z tego jednak co zrozumiałem z komunikatów przy ściąganiu World, to downloader działa na zasadzie torrenta, czyli pobiera grę od innych użytkowników, przy okazji samemu wysyłając. Osobiście nie mam nic przeciwko temu, jednak jakieś ostrzeżenie by się przydało – ktoś może sobie nie życzyć takiego rodzaju połączenia, i może woleć wolniej, ale pobierać ze zwykłego serwera. Niemniej, wszystko było gotowe w jakieś pół godziny, do 40 minut (War Thunder w tym czasie ściągnął się w połowie).

Z początku chciałem sterować joystickiem, jak zwykle to robię w symulatorach, jednak po misji z botami (brak bowiem jakiegokolwiek samouczka z prawdziwego zdarzenia, choćby, żeby zapoznać się z interfejsem czy typowymi celami, które, jak się okazało, są banalne) i jednej rozgrywce z graczami zrezygnowałem. Mysz jest poręczniejsza, a w dodatku większość z niej korzysta (co widać po ruchach, jakie wykonują samoloty), co powoduje, że sterowanie joystickiem jest bardzo niewygodne. Mysz pozwala na większą kontrolę, ułatwia celowanie i obracanie kamerą, by namierzyć wroga na ogonie (sterując joystickiem, trzeba go puścić i użyć w tym celu myszy).

Przed wylotem na akcję, w obu grach dostępne jest menu hangaru. Można tu ulepszyć maszyny, kupić nowe, pomalować je lub sprzedać. Za rozegrane walki otrzymujemy w obu wirtualną walutę, za którą dokonujemy wyżej wymienione akcje. Oczywiście można się pochwalić grubością portfela, i wszystko wykupić od razu, za prawdziwe pieniądze. W końcu to gry F2P, więc twórcy muszą jakoś zarobić. Będąc w temacie samolotów. Tu i tu do wyboru mamy różne typy i modele, z różnych państw. Wybór tych jest jednak różny. I choć USAF (United States Air Force), Luftwaffe (Lotnictwo Niemieckie), Lotnictwo Japońskie oraz Radzieckie Siły Powietrzne dostępne są w obu, to ku mojej radości War Thunder dodał do tego arsenału również RAF (Royal Air Force, lotnictwo Brytyjskie), więc chcąc polatać Spitfire’ami, do wyboru mamy tylko tą grę. WoWp zapowiedziało Wielką Brytanię, jednak na razie nie wprowadziło.

W kwestii dopasowania samolotów jest podobnie. Mają to samo, jednak War Thunder pozwala jeszcze ‚dolepiać’ kilka dodatkowych naklejek (z pin up girls, napisami, zębami itp.). Aby wykupować kolejne samoloty, w WoWp należy zebrać odpowiednią ilość doświadczenia w samolocie, by kupić kolejny w danym drzewku (dzielą się na myśliwce, myśliwce pokładowe, ciężkie myśliwce i samoloty szturmowe). WT z kolei umożliwia latanie lepszymi samolotami danej frakcji gdy zdobędziemy odpowiedni poziom tej frakcji (dla każdej zdobywany oddzielnie). Co do frakcji, w obu produkcjach gra dzieli graczy na drużyny, w której każdy może wybrać frakcję jaka mu się podoba. To dobrze, ze względu na kolejki, nie trzeba czekać, aż zbierze się wystarczająco dużo graczy jednej frakcji, jednak czasem wygląda to dziwnie, kiedy Mustang (samolot Amerykański) pomaga Messerschmittowi (tworowi Niemieckiemu) zniszczyć inny Amerykański samolot. Ale to drobnostka.

Najistotniejsza jest jednak sama gra. I choć wydawać by się to mogło dziwne, różni się diametralnie. WoWp przypomina mi prostą zręcznościówkę, która nie ośmieliła się nawet nazwać symulatorem (niestety, nie pamiętam już tytułu). Można się sprzeczać i kłócić, ale WoWp moim zdaniem symulatorem, w dosłownym sensie, nie jest. Podkreślam, to moje, subiektywne zdanie. Nie mówię, że to źle. Wręcz przeciwnie. Dzięki uproszczeniom zyskuje na przystępności. Latając, w miarę normalnie, nie musimy się martwić o nośność naszej maszyny. Przeciągnięcie następuje w bardzo ekstremalnych warunkach (‚pikowanie’ pionowo w górę? 😀 ) a zniszczenia, choć podpierane informacjami o zmniejszonej manewrowalności samolotu, nie mają przytłaczającego wpływu, i pozwalają na cieszenie się lotem jeszcze długi czas (do momentu zestrzelenia). Zupełnie inaczej sprawa się ma w War Thunder. Nie twierdzę, że to symulator z krwi i kości, bo zrobienie takiego w wersji MMO uważam za wręcz niemożliwe. Jest jednak z pewnością dużo wierniejszy, niż World of Warplanes. Tutaj musimy się trochę zainteresować jak latamy, by nie skończyć jako płonący wrak. Zdarzyło mi się nawet rozbić, bo zahaczyłem o sosenkę. 🙂 Strzelanie jest, moim zdaniem, trochę trudniejsze, a celownik ‚z wyprzedzeniem’ pokazuje się na dużo mniejszej odległości. Model zniszczeń też jest bardziej realistyczny. Mając postrzępione skrzydła daleko nie polecimy, zdarza się, że przeciwnik nie zestrzeli nas bezpośrednio, ale tak uszkodzi skrzydła, albo stateczniki, że wylądujemy na ziemi. Wśród płomieni. Podobnie jest z misjami. W WoWp nie ma mowy o żadnych, celem jest zniszczenie maszyn wrogiej drużyny. W WT z kolei mamy do wyboru trzy typy misji (zręcznościowe, historyczne i realistyczne), w każdym po kilka zadań, o różnych celach i na różnych mapach.

Co do map. W World of Warplanes są ‚aż’ dwie. I kiedy ładuje się po raz dziesiąty Port, który zna się już na pamięć, to trochę odechciewa się grać. To dopiero zamknięta beta, więc z pewnością będą się pojawiać nowe, jednak na ten moment ich nie ma. Są za to w WT. I co więcej, są ładniejsze. W ogóle, stwierdzam, że w War Thunder cała grafika jest lepsza. Nie wiem co w World of Warplanes zajmuje tyle miejsca (te dwie mapy?), ale przy 17 GB można się było pokusić o miód. Nie mówię że jest źle, przeciwnie, grafika w obu jest nad wyraz ładna, jednak w WT dużo ładniejsza.

Gracze są podobni. Sporo Polaków (zwyczajowo zaczynających rozgrywkę od ‚Kto polak?’, nie wiedząc nawet, że Polak pisze się z wielkiej litery). Poza tym wielu graczy, choć nie latają na japońskich maszynach, stosują metody ich pilotów – to znaczy, widząc, że niewiele zdziałają, lecą na czołówkę, w stylu kamikadze. 😀

Z ciekawostek warto jeszcze dodać, że War Thunder planuje wprowadzenie piechoty i pojazdów, co z pewnością urozmaici rozgrywkę. Ciekawe, czy World of Warplanes jakoś na to odpowie? (World of Tanks i World of Warplanes w jednej grze?). Czas pokaże.

Nie da się wyłonić jednoznacznego zwycięzcy. Dużo zależy od preferencji gracza. Na dzień dzisiejszy ja wybieram jednak War Thunder, ze względu na trochę wyższy poziom realizmu, jak i obecność RAF’u. Zachęcam jednak do przetestowania obu gier, bo warto. Ja się tak przez nie nakręciłem, że chyba wrócę do modelarstwa. Ostatnio wrzuciłem do kartonu stare, zepsute albo po prostu brzydkie modele, więc zrobiło się trochę miejsca. A po maturach będę miał mnóstwo czasu na sklejanie. 😀

Autor: Kamil Chmielewski

Inżynier informatyki, specjalność systemy informatyczne – inżynieria systemów. Student pierwszego semestru magisterki na Politechnice Wrocławskiej. Fan gier RPG i strategii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *