EVE Online

Są w życiu rzeczy pewne – śmierć, podatki, oraz to, że World of Warcraft w zasadzie nie ma konkurencji. To ostatnie jest prawdą, ale częściową. Nie sądzę, by ktokolwiek choćby zbliżył się do sukcesu Blizzarda, ale są gry, które znalazły swoją niszę. Jedną z takich produkcji jest EVE Online. Choć dane mi było (i dalej jest, przez jeszcze dwa dni) zagrać tylko w dwutygodniową wersję trial (której jedynym ograniczeniem jest wspomniany limit czasowy, postępy zostają zachowane, więc po wykupieniu abonamentu mógłbym kontynuować przygodę), mogę z całą stanowczością powiedzieć – fantastic!

EVE Online to, jak sugeruje druga część tytułu, gra sieciowa (nie lubię wyświechtanego słowa MMO, zdecydowanie nadużywanego, więc go nie użyję… moment, użyłem go, kiedy mówiłem, że nie będę używał… och nie, zdradziłem swoje zasady… 😀 ekhm… do rzeczy, o czym to ja… a, wiem!) w której gracze, kapsulerzy (nie umiem tego inaczej przełożyć, po prostu gracze jako jedyni, w przeciwieństwie do NPC’ów nie giną zupełnie, tylko kończą w kapsułach… tylko jeszcze nie powiedziałem gdzie!) pilotują statki kosmiczne, no, w kosmosie. Dokładniej rzecz ujmując, w Nowym Edenie, bo tak się nazywa to universum. Powiem szczerze. EVE Online nie przebiło i nie przebije World of Warcraft pod względem zarobku (gra ma już parę lat, i kilka dodatków na koncie). Ale też nikt nie zagrozi EVE w tej… no, niszy. Szukałem. Nie ma praktycznie żadnej alternatywy czy konkurencji w gatunku kosmicznych symulatorów online.

To jednak nie jest główną zaletą EVE Online. Nie tylko tematyka jest niecodzienna (czy raczej rzadko spotykana, przynajmniej w naszych czasach), również mechanika rozgrywki, która odbiega od wszystkiego, co znacie z innych sieciówek, czy RPG’ów. Dla fanów grindu – tu nie ma poziomów. Mówię serio. Waszą postać i zaawansowanie w danej dziedzinie definiuje skill (umiejętność), którego można się nauczyć w każdej chwili. Poznanie nowego wymaga zdobycia lub kupienia podręcznika, kolejne poziomy nic jednak nie kosztują. Poza czasem. Skille do wytrenowania ustawia się w kolejkę, i wbijają się cały czas, nawet, gdy wylogujemy się z gry. Umiejętności potrzebne są, by pilotować bardziej zaawansowane statki, oraz by używać bardziej zaawansowanych podzespołów i sprzętu. A jest w czym przebierać. Za każdym razem kupując nowy statek godziny spędzałem na szukaniu na internecie polecanych i optymalnych rozwiązań sprzętowych.

Mówiąc o statkach, nie mam na myśli jedynie małych myśliwców. Fregaty to tylko pierwszy krok. I to na drodze militarnej. Nie trzeba bowiem w ogóle walczyć (no, może przesadzam, coś tam czasem trzeba ustrzelić, ale…), gra oferuje całkowitą wolność wyboru drogi rozwoju kariery. Co więcej, dzięki brakowi jakichkolwiek klas, możliwym jest, by po latach grania jako żołnierz zrezygnować z tego, kupić statek inżynieryjny, wyuczyć się umiejętności i iść wydobywać gaz na jakieś zapomnianej planecie. Lub zacząć handlować. Albo napadać na kupców, za co zapewne wyznaczą oni nagrodę za naszą głowę. Ogrom możliwości, na wstępie wręcz nie do ogarnięcia.

Na szczęście wprowadzenie jest dość przystępne. Nie twierdzę, że umiem grać w EVE Online. To ciężki orzech, i potrzeba praktyki, bo poziom trudności jest nieporównywalny z jakąkolwiek inną grą sieciową. Wystarczy nadmienić, że w wypadku wypadku i zniszczenia statku, tracimy go, nieodwołalnie. Można, a nawet trzeba go ubezpieczyć, by strata nie była tak dotkliwa. Po zwrakowaniu lądujemy we wspomnianej wcześniej kapsule. I tu niespodzianka. O ile NPC nie zrobią nam już krzywdy, o tyle inni gracze mogą nas z łatwością dobić. I co wtedy? No, giniemy. Serio. Na szczęście każdy kapsuler ma klona, którego włączają w przypadku zgonu, jednak klony mają ograniczoną ilość punktów umiejętności (sumę punktów wszystkich skilli), do której zostaną obcięte nasze skille. Klony oczywiście da się ulepszać. Trzeba też z głową planować miejsce ich rozmieszczania, by baza nie dostała się w ręce wrogiej frakcji.

W grze występują cztery: potężne, teokratyczne imperium Amarr, militarystyczne Caldari, demokratyczne Gallente i plemienne Minmatar. Frakcje toczą ze sobą wojny, do których gracz rzecz jasna może dołączyć. Dołączyć też można do korporacji. To coś w rodzaju gildii, zrzeszających graczy. Różne mogą być cele takich korpo – przemysł, walka, handel, po trochu wszystkiego, lub po prostu przestępstwo. Wybór należy do graczy.

Jedyną wadą jest cena. 95 zł za dwa miesiące to dużo. Dużo więcej niż WoW. Moim zdaniem za dużo. Co prawda można legalnie kupić przedłużenie konta na aukcji, za walutę w grze, ale trzeba się naprawdę napracować, by uciułać. I dlatego właśnie raczej nie będę grał dalej w EVE Online. Może kiedyś, racz czy dwa, ale z pewnością nie tak jak w WoW’a, do którego abonament kupuję prawie na bieżąco. Przydałby się polski wydawca, by cena też była trochę bardziej dostosowana do naszych realiów. To się raczej nie stanie, a szkoda. Niemniej, każdemu zainteresowanemu polecam – 14 dniowy trial, w pełni funkcjonalny, to wystarczająco długi okres, by dać się wciągnąć.

Autor: Kamil Chmielewski

Inżynier informatyki, specjalność systemy informatyczne – inżynieria systemów. Student pierwszego semestru magisterki na Politechnice Wrocławskiej. Fan gier RPG i strategii.

2 myśli na temat “EVE Online”

  1. A może kolega dodał by że abonament można też opłacić walutą zarobioną w grze ( ISK)!
    Mniej więcej 500 000 000 ISK to plex czyli miesiac gry.
    Ja po 3 miesiącach opłacam za ISK 2 konta ( jedno skilowane do walki to głowne i nastepne pomocnicze do samego zarobku- handel, wydobycie, produkcja)
    Polecam też dla początkujących którzy nie wiedzą co robić po tutorialu wstąpić do Unseen Academy. Tak zaczynałem i obecnie jestem w największej Polskiej korporacji głeboko w null sec ( bardzo niebezpieczne rejony gdzie prawo to ty i twoje umiejętności walki)

  2. Napisałem o tym (patrz ostatni paragraf) 😀 Nie wiem jak to wygląda z czasem, bo zakładam, że żeby zarobić na te plexy, trzeba trochę się nagrać, a wiele osób gra sobie z doskoku. Ja może i bym znalazł tyle czasu, żeby kupić, ale szkoda mi zostawiać konto w World of Warcraft, a utrzymywać dwa konta to jednak nie na moją kieszeń.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *