Age of Wulin

Ach, dwa miesiące bez internetu. A oprócz braku możliwości przeglądania stron, oznaczało to też brak gier online, które uwielbiam, co wielokrotnie podkreślałem. Jako, iż czeka mnie jeszcze jeden mały wyjazd, na tydzień, abonamentu do World of Warcraft oczywiście jeszcze nie wykupiłem. Ale nie oznacza to, że odstawiłem MMO. Wręcz przeciwnie – znalazłem nowe. Może nie jakoś niesamowicie popularne (bo całkiem nowe, jeszcze w fazie beta) i na pewno nie porywające bez reszty, jak WoW czy EVE. Raczej coś, w co można pograć w przerwie pomiędzy poważniejszymi produktami. Age of Wulin. Zapewne nigdy bym się nie zainteresował tym tytułem, gdyby nie recenzja i klient na płycie dołączonej do pewnego czasopisma (nie będę odstawiał komerchy, ale jeżeli powiem, że to najpopularniejsze czasopismo dla graczy, to większość pewnie wie o które mi chodzi 😉 ).

Akcję osadzono w Chinach, w epoce feudalnej. Z góry uprzedzam uprzedzonych jak ja do produkcji azjatyckich – to są CHINY, nie Korea ani Japonia, nie ma małych dziewczynek z dużymi oczkami ani pluszowych misiów-zabójców (nie, żebym miał coś przeciw mandze, ale w grach jej nie znoszę, szczególnie MMO). Klimat jest świetny, mi przywodzi na myśl stare filmy o kung-fu. No właśnie, nie powiedziałem, o czym jest w zasadzie ta gra! Sztuki walki! Poza wspomnianym kung-fu, mamy też do dyspozycji miecze, kije, sztylety itd. I generalnie chodzi o to by się nap… arzać. Questy i szeroko pojęte PvE jest obecne, ale to PvP dominuje, i jest jakby celem. Posiąść bowiem należy nie tylko dobre skille w grze, ale też umiejętność doboru strategii i reakcji na zachowanie przeciwnika. System ten nie jest bezbłędny, w grze jest parę drobnych potknięć, ale hej! to dopiero beta. Mają jeszcze czas, by to naprawić.

Ciekawy jest system zdobywania sławnych ikspeków. Otóż, w Age of Wulin zdobywamy coś, co się nazywa Cultivation Points, i dzięki temu szkolimy umiejętności na wyższy poziom. Przypomina to trochę trening w EVE, jednak tu, by pasek rósł offline, bez naszego udziału, trzeba wykupić premium. I to jest moim zdaniem największa wada f2p. W grach z abonamentem nie ma różnic między bogatym, grubym amerykańskim gimbusem (zapomniałem, że jest jeszcze pryszczaty 😀 ), natomiast te ‚darmowe’, często okazują się w istocie droższe, bo a to musisz wykupić premium, a to jakiś skill można nabyć tylko za diamenciki albo jakieś kurde eurogąbki, i gdyby w ten sposób czerpać 100% z gry, to myślę, że w 200 zł miesięcznie można by się zamknąć 😉

Graficznie – w porządku, nie razi, nie powala, typowa grafika azjatyckiej produkcji, może nawet ciut lepsza. Nie crashuje się (przynajmniej mi), nie zżera za dużo zasobów.

Polecam tym, którzy nie mają ‚swojego’ MMO i szukają czegoś ‚innego’. Można się fajnie pobawić, nawet bez kupowania premium, i poczuć klimat Chin.

Autor: Kamil Chmielewski

Inżynier informatyki, specjalność systemy informatyczne – inżynieria systemów. Student pierwszego semestru magisterki na Politechnice Wrocławskiej. Fan gier RPG i strategii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *