Baldur’s Gate

Zachęcony niezwykle pozytywnym wrażeniem, jakie zrobił na mnie Plansecape: Torment, postanowiłem sięgnąć znowu po kolejnego wielkiego RPG, Baldur’s Gate. Ostatnio przechodziłem go w dzieciństwie, (zabrzmiało, jakbym mówił o chorobie 😉 ) więc wiele pozapominałem. I wiele po prostu nigdy nie zobaczyłem w tej grze.

Początkowo planowałem powrót swój oprzeć na niedawno wydanej Enhanced Edition, odświeżonej graficznie i silnikowo, rozbudowanej o nowe przygody i zawartość wersji, o której informacje śledziłem od pierwszych zapowiedzi. Cóż, gra nie warta świeczki. Od razu mówię – szkoda pieniędzy. Dlaczego?

Enhanced Edition to kwintesencja cwaniactwa w świecie wydawców gier. Otóż: błędy w grze, które poprawia, można śmiało naprawić stworzonymi przez fanów fixpakami do ‚zwykłego’ BG. Ba, ośmielę się stwierdzić, że lista w przypadku tych nieoficjalnych poprawek jest znacznie dłuższa. Co do przeniesienia BG na silnik i zasady BG2 – to już dawno było. Ja co prawda miałem z tym styczność po raz pierwszy, gdyż jako dziecko nie miałem takiego dostępu do internetu, by ściągać mody, czy nawet się o nich dowiedzieć. Ale mniejsza z tym – to już było. Więcej! Mamy w tej materii wybór! Można bowiem za pomocą BG TuTu zaimplementować silnik BG2 do jedynki, lub też zainstalować Baldur’s Gate Trilogy, mod, który pozwala na połączenie obu gier, dzięki czemu odpalając II i wybierając nową grę, zaczynamy w Candlekeep (czyli na początku I), a w momencie ukończenia pierwszej części zostajemy automatycznie przeniesieni do drugiej, bez żadnych komunikatów czy konieczności włączania czegoś (oczywiście oba mody wymagają posiadania obu części gry). Graficznie, w EE nie ma wcale wodotrysków. Owszem, jest wyższa rozdzielczość, ale zgadnijcie co? Mod Widescreen już dawno temu zaradził! A są i inne, poprawiające na przykład modele i animacje postaci. No i wszystko za darmo (zakładając, że macie już grę). W temacie nowych treści nie będę się wypowiadał, zrobię tylko małe porównanie: EE chwali się tym, że dodaje koło 10-15 godzin dodatkowej zabawy (chociaż ja bym odjął to, co wliczyli w Black Pits, to tak naprawdę nie jest przygoda, tylko arena, na której bezmyślnie, bez fabuły tłuczesz mięcho), podczas gdy po tzw. mega instalacji BG z modem BG Trilogy i największymi (jest ich łącznie ‚jedynie’ około 5) superdużymi modyfikacjami… Nie ośmielę się nawet liczyć. Niech przemówi fakt, że przy tego typu instalacji rekomendowane są dodatkowe mody zmniejszające doświadczenie i zwiększające maksymalny poziom, by zabawa była bardziej emocjonująca. Wystarczy spojrzeć na mapę, która po tej instalacji zwiększyła się… no, zaryzykowałbym stwierdzenie, że co najmniej pięcio-sześciokrotnie. EE, idź do kąta popłakać. 😀 Warto jeszcze wspomnieć, że, przynajmniej u mnie, EE lubiła się przycinać w menu. Nie znam przyczyny, nikt na forach nie zna. Tak już jest, i kropka. Taka uroda. To jak się okazuje nic – krótko po premierze były z nią takie problemy, że autorzy musieli się ratować szybkim patchem, bo gra nie chciała ruszyć w niektórych przypadkach. Nie muszę chyba mówić, że moja zmodyfikowana, ‚oryginalna’ wersja BG działa bez zarzutu? 😉

Dobrze, starczy tego wyżywania się, kopiącego się nie leży, jak mawiają. 😉 Kilka słów o samym Baldurze. Co nieco z niego pamiętałem, więc nie było wielu rzeczy, które mnie fabularnie zaskoczyły, jednak teraz, po przejściu Planescape, wychwyciłem drobne detale, na które kiedyś nie zwróciłem uwagi, bo nic mi one nie mówiły. Świat Baldur’s Gate bowiem, Zapomniane Krainy (Forgotten Realms, najbardziej znany setting systemu Dungeons&Dragons), jest jednym z wielu, które zbiegają się w Planescape’owym Sigil. Stąd też pewne pojęcia czy rasy są wspólne. Miło mi się walczyło z tanar’ri, wspominając moje podróże z Nie-Sławą, przedstawicielką tej kategorii demonów.

Sama gra korzysta z zasad D&D drugiej edycji, czyli dokładnie tych samych, co w Planescape: Torment. Także silnik gry, Infinity Engine, jest ten sam (w PsT był tylko trochę zmodyfikowany), jednak gry różni więcej, niż mogłoby się wydawać. Po pierwsze fabuła. Uwielbiam świat Forgotten Realms, spędziłem w nim wiele godzin w moim życiu, jednak, nie ma co się oszukiwać, fabuła Baldura, w porównaniu z fabułą Planescape, wydaje się wręcz banalna. Nie będę jej zdradzać, by nie popsuć komuś zabawy, ale jedno mogę powiedzieć – to jest dokładnie to, czego można się spodziewać po grze fantasy. To nic złego. I tak uważam ją za dobrą fabułę, lepszą niż w wielu innych grach, które pretendują to miana kultowych. Typowe heroiczne fantasy – bohater wraz z drużyną ratuje świat. Niespodziewane, prawda? 😀 Drużyna składa się z max 6 osób (wliczając naszego bohatera) i sterujemy bezpośrednio każdym jej członkiem, zarówno w walce, jak i w rozwoju. Jednak każda postać ma bardzo wyraźną osobowość – mogą nie podobać im się nasze poczynania, przez co zdecydują się nas opuścić. Szczególnie, jeżeli gramy z modem GB1 NPC Project, dodający rozbudowane interakcje między postaciami a graczem, a także między sobą, dodający interesujące i niebanalne wątki romansowe, które były obecne w BG2. Oczywiście, przy zachowaniu pełnej kompatybilności z BG TuTu i Trilogy.

Ja osobiście nie miałem jeszcze okazji przetestować nowych, ogromnych przygód, dodawanych przez mody. Zainstalowałem na razie tylko usprawniacze, zachowując tylko rdzenną fabułę – muszę sobie wszystko poprzypominać, wtedy mogę szaleć w modach. 😀

Tak więc polecam. Ale starego, dobrego Baldura, nie żadne lipne reedycje. Co prawda ciężko może być z dorwaniem dzisiaj tych gier, gdyż, jak niedawno zauważyłem, w różnego rodzaju ‚kolekcjach klasyki‚ sprzedaje się dziś Deusa Exa – Human Revolution, i inne zupełnie nowe, zaledwie paroletnie gry. Nie rozumiem tej tendencji, bo wszak kolekcja klasyki ma oferować stare, dobre gry. Tymczasem wydawcy na siłę chcą się chyba wzbogacić, choć też nie wiem jak, bo za te marne 20-30 zł to ledwo pokryją koszty produkcji opakowania 😉 a gdzie tu koszt wydrukowania instrukcji? 😀 Tymczasem od klasyków i tak nikt już nie oczekuje kokosów, więc dla nich ta cena była odpowiednia… Ech, niewątpliwie się starzeję… 😉

Autor: Kamil Chmielewski

Inżynier informatyki, specjalność systemy informatyczne – inżynieria systemów. Student pierwszego semestru magisterki na Politechnice Wrocławskiej. Fan gier RPG i strategii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *