The Elder Scrolls Online Beta

Po naprawdę długim oczekiwaniu dostałem e-maila z zaproszeniem do beta testów najnowszego tytułu Elder Scrolls. ESO, czyli The Elder Scrolls Online, nie jest tworzone przez autorów oryginalnych, ‚singlowych’ rpg-ów. To nie znaczy, że nie ma z nimi nic wspólnego. I choć dane mi było grać tylko przez weekend, wrażeń do opowiadania jest na długie godziny.

Zacznę może od zaznaczenia, że klucze do bety nie są rozdawane na stałe – gracze otrzymują zaproszenia na określony czas/wydarzenia. Zdarzyli się pewnie tacy, którzy już kilkukrotnie mogli pobiegać po Nirnie (i Otchłani, Coldharbour konkretnie). Ja otrzymałem go po raz pierwszy. I na wstępie mieszane odczucia. Gra bowiem ściągnęła się w mgnieniu oka, choć waży ponad 20 GB (ściąganie na poziomie około 2 mb/s, nieźle!). Zapał jednak ostygł mocno, gdy spróbowałem się zalogować. Loading screeny mieliły w nieskończoność, po czym wyrzucały do pulpitu z jakimś głupawym błędem. Nie wiem, czy to kwestia przeciążenia serwerów, jakiś problemów po ich stronie i jak, grunt to to, że wczoraj wieczorem wyłączyli serwery na chwilę, a gdy wróciły, problemy z logowaniem zniknęły (w większości).

Pierwszym krokiem w każdym MMO jest stworzenie bohatera. Tu do wyboru mamy wszystkie klasyczne, grywalne rasy z gier Elder Scrolls. Poza Cesarskimi, chyba, że kupimy specjalną, kolekcjonerską edycję pre-ordera, wtedy także ta rasa staje się dostępna. Rasy podzielone są na trzy frakcje, walczące ze sobą o dominację w Cyrodiil, centralnym terytorium gry. Mnie z przyczyn oczywistych interesował wyłącznie Pakt Ebonheart, w skład którego wchodzą Nordowie, Argonianie i Dunmerowie (tak jak one, nie lubię nazwy Mroczne Elfy 😉 ). Wybrawszy tą ostatnią rasę, zdecydowałem się na klasę Nightblade, znaną ze starych (pre-Skyrimowych) tytułów, czyli ciekawe połączenie zabójcy i czegoś w rodzaju maga ciemności (yay! 😀 ). Jeszcze tylko dwa stulecia ładowania i ruszyłem do boju.

Grafika jest ładna. Nie jest niesamowita, powalająca ani zapierająca dech w piersiach, ale krajobrazy już tak. Występują czasem małe problemy ze znikającymi przedmiotami, tekstury ‚wyostrzają’ się w locie, zapewne, by uzyskać więcej klatek na sekundę. Nie jest to coś, co bardzo przeszkadza. Sterowanie jest zbliżone do tego, do czego przyzwyczaiły nas TES’y. Mamy więc zarówno trzecioosobową jak i pierwszoosobową kamerę, z postacią sterowaną za pomocą klawiatury i myszy.

Interfejs jest przemyślany i składny, choć ubolewam trochę, że wzorowano go raczej na Skyrima niż np. Obliviona. Znalazłem jednak menu zatytułowane Add-ons, co sugeruje, że dostaniemy w swoim czasie możliwość zmiany UI w takim stopniu, jak w WoWie. W temacie UI warto wspomnieć o powtarzającym się błędzie – przy opuszczaniu ekranu craftingu lub handlu zdarza się, że interfejs zniknie, my zaś nie odzyskujemy kontroli nad postacią. Znalazłem jednak rozwiązanie. We wspomnianym menu Add-ons jest opcja ponownego wczytania UI. Po króciutkim loadingu kontrola wraca.

Co do craftingu właśnie – jest to preferowany sposób uzupełnienia ekwipunku. Nagrody za zadania są rozdawane bez jakiegokolwiek przemyślenia (dostałem chyba ze 3 elementy ciężkiej zbroi (jako nightblade używam średniej) oraz ze dwie laski maga (ich wcale nie używam)) i możliwości wyboru spośród kilku opcji. Natomiast w sklepie kupimy tylko złom, i to piekielnie drogi. Nie warto. Lepiej pozbierać trochę materiałów i samemu coś wymodzić. I tu ciekawostka – o żelazo dużo łatwiej niż o skóry. Po przejściu początkowej lokacji mogłem wręcz pływać w metalu, który nie był mi w zasadzie potrzebny, natomiast skór miałem jak na lekarstwo, do tej chwili nie mam kompletnej średniej zbroi. Warto zaznaczyć, że każda rasa zaczyna, znając tylko swój styl zbroi i broni. Innych można (prawdopodobnie) nauczyć się później, może wypadają jako loot z jakiś bossów? W każdym razie oprócz podstawowych materiałów musimy też zaopatrzyć się (ze sklepu) w odpowiednie kamyki stylu. Poza tymi od każdej rasy są też dodatkowe style jak np. daedryczny. Ciekawa opcja.

Skilli nie ma dużo. I prawidłowo. Za to, przy odpowiednio dużym poziome każdego z nich (o zdobywaniu doświadczenia za chwilę) można je ulepszyć, wybierając jedną z dwóch ścieżek. Pozwala to na rozwój w kierunku, który najbardziej nam odpowiada. Są też statystyki, na modłę Skyrima uproszczone do życia, staminy i many. Choć w MMO to chyba lepiej. Co do levelowania – za wykonywanie zadań zdobywamy doświadczenie ogólne, oraz w naszych umiejętnościach, pasywnych, jak używanie konkretnego typu broni, czy zbroi, jak i aktywnych, skilli i zaklęć. Wydaje mi się, że samo używanie skilli też podnosi ich poziom, jednak nie jestem na 1o0% pewien.

Trochę rozczarowały mnie mounty. Co prawda nie stać mnie na kupienie choćby najlichszego, jednak oglądałem je w sklepie, i dostępne są tylko koniki (w każdym razie tam, gdzie patrzyłem, czyli w Morrowind). Liczyłem, że będę mógł jeździć np. na guarze. Ale kto wie, może takie niecodzienne mounty lecą z bossów.

Dużą rolę odgrywa w The Elder Scrolls Online fabuła. Nie będę jej zdradzał, chętni z pewnością znajdą masę filmów na yt, ze swojej strony dodam tylko, że miło jest po raz kolejny spotkać Mannimarco, Króla Robaków. 🙂 Zadania są w pełni udźwiękowione, co z pewnością dodaje klimatu, i przeszkadzać może przy ewentualnych poprawkach/zmianach. Ale to już problem autorów, nie mój. 😉

Premiera The Elder Scrolls Online już w kwietniu, a ja utwierdziłem się w przekonaniu – warto będzie czekać!

Autor: Kamil Chmielewski

Inżynier informatyki, specjalność systemy informatyczne – inżynieria systemów. Student pierwszego semestru magisterki na Politechnice Wrocławskiej. Fan gier RPG i strategii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *