Wolfenstein The New Order

Bardzo rzadko gram w typowe strzelanki – ten gatunek do mnie nie przemawia. Gy więc sięgam po tego typu tytuł, to musi być coś wielkiego. A gdy w dodatku spędzam bardzo przyjemnie czas – hit. I tym właśnie jest Wolfenstein The New Order – bezsprzecznym hitem. Najnowszy Wolfi zmywa haniebną plamę swego poprzednika, jak zwykle w krwi nazistów. To zdecydowanie jeden z najlepszych shooterów w jakie grałem.

Wolfenstein The New Order opowiada alternatywną historię świata. Zaczynamy zabawę jako kapitan Blazkowicz, jak zwykle szturmujący pozycje przeklętych hitlerowców. Już od początku gra trzyma nas w napięciu. Lot samolotem, strzelanie z działek do myśliwców, przeskakiwanie do innych maszyn, walka z wielkimi, robo-psami (takich smaczków rodem z powieści science fiction jest jak zwykle trochę, ale nie przesadzono, jak w poprzedniej, za przeproszeniem, części), skoki nad przepaścią. W końcu lądujemy w zamku (poczułem się jak w domu 😀 ), gdzie poznajemy z bliska bardzo nieprzyjemnego niemieckiego generała. Walczymy z wielkim, zmutowanym żołnierzem (tak zgaduję, grunt to to, że był wielki i trudny do powalenia). Dostajemy się do niewoli. Uciekamy. I nagle okazuje się – ukończyliśmy coś w rodzaju tutoriala. Bo oto przy wyskakiwaniu z eksplodującego okna dostajemy odłamkiem (bardzo efektownie, bardzo po amerykańsku) i spadamy do wody, tracąc przytomność.

Blazkowicz na szczęście zostaje odnaleziony i uratowany, i trafia do… polskiego szpitala. Doktor i pielęgniarki mówią płynnie po Polsku, więc jak mniemam dubbingowali ich nasi krajanie. Lata mijają, a Blazkowicz przywiązuje się do swojej pielęgniarki, Ani. Coś jest jednak mocno nie halo – co jakiś czas przychodzą naziści i zabierają pacjentów, prawdopodobnie do jakiś chorych badań. Kiedy doktor oponuje, zostaje zabity, zaczyna się piekło. Kiedy bohater widzi, jak Niemcy zabierają pielęgniarkę, porywa nóż ze stołu i zaczyna robić to, w czym jest najlepszy – bierze kąpiel w nazistowskiej krwi. Kiedy w końcu trafia do dziadków Anki, poznaje straszną prawdę – hitlerowcy wygrali wojnę. USA skapitulowało po ataku nuklearnym. Wszelki ruch oporu stłamszony. Cóż więc można zrobić lepszego, niż pozabijać tych hitlerowskich skur…

Tak mniej więcej kształtuje się fabuła. Nie jest bardzo skomplikowana, aczkolwiek całkiem ciekawa. Pomysł przeniesienia nazistów do lat 60-tych jak dla mnie jest trafiony (tak jak oni, gdy Blazkowicz wpakuje im kule w dupska 😀 ). Najważniejsze jednak w strzelance jest… strzelanie właśnie. I tutaj jest miodnie. Niemieckie dranie tak pięknie krwawią, że aż ma się ochotę strzelać więcej (ostatnia scena z Hitlerem w Bękartach Wojny? 😉 ). Oczywiście nam też się dostaje. Nie ma tu wymyślnych systemów ‚no-HUD’, jak w wielu nowych strzelankach wojennych – dostajemy więc tradycyjny licznik życia, który na stałe maksymalnie osiąga 100, jednak możemy się ‚overhealować’, dzięki czemu na krótko dostajemy malejący bonus przekraczający 100. Apteczki rozmieszczone są na tyle gęsto, że śmierć nie zatrzymuje nas na dłużej. Dodatkowo można zebrać różne hełmy, tarcze i zbroje, które powiększają licznik ‚armora’, który powstrzymuje kule wrogów. Nie grałem może na najwyższym poziomie (nie mam wprawy, jak mówiłem, rzadko grywam w taki gry), ale jedyne momenty, gdy musiałem powtarzać sekwencje, to te specjalne, gdy nie za pierwszym razem wiedziałem, co mam zrobić.

Poziomy są dosyć zróżnicowane, i wykonane z dużą dbałością o detale. W chatce Polaków znalazłem nawet wycinek z gazety w naszym rodzimym języku. Na wszystkich poziomach rozsiane są różne znajdźki, które pozwalają coś tam odblokować, jak to zwykle bywa. Dodatkowo wykonując różne, zadane akcje, możemy zdobyć specjalne zdolności, jak szybsze przeładowanie, większy magazynek, czy umiejętność rzucania nożami.

Jedynym mankamentem jest słaba optymalizacja. Nie narzekam, że na moim laptopie nie działa płynnie ultra. Ani nawet wysoki poziom detali. Ale średni? Kurczę, nawet na niskim przycina się przy spoglądaniu na duże, otwarte przestrzenie. A poza nimi, nie widzę zmiany wydajności między ultra a niskim. Więc albo te obszary faktycznie powodują, ze mój całkiem potężny laptop się poci (to w końcu tylko laptop), albo tak słabo z optymalizacją. Niby Nvidia wypuściła ostatnio nowe sterowniki, ale na pewno w kilku kolejnych pojawi się optymalizacja dla Wolfensteina, więc mam nadzieję, że ten problem zniknie.

No i ostatnia bolączka, największa wada gry – została wydana tuż przed sesją 🙁 . Chyba jakiś szkopski generał maczał w tym palce. Poza tym, polecam! Fanom strzelanek, fanom Wolfensteina, którzy, jak ja, pamiętają jeszcze Wolfa 3D (i to nie z fali retro, jaka czasem przychodzi), oraz osobom, które chcą spędzić trochę czasu radośnie przelewając krew (nazistów) w słusznej sprawie. Bezsprzecznie, jedna z najlepszych gier roku!

Autor: Kamil Chmielewski

Inżynier informatyki, specjalność systemy informatyczne – inżynieria systemów. Student pierwszego semestru magisterki na Politechnice Wrocławskiej. Fan gier RPG i strategii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *