Ziarno prawdy

Korzystając z trochę większej ilości wolnego (względnie) czasu związanej z końcem sesji, postanowiłem nadrobić zaległości w recenzjach. Pierwszą znich jest polski film Ziarno prawdy. W ostatnich latach w polskim kinie (mówię o tym tak zwanym mainstreamowym, nie ambitnym i snobistycznym, którego prawie nikt nie rozumie, ale chwali, jaki to warsztat aktorski, jaka nietuzinkowa fabuła i w ogóle, jaki dobry to jest film, mimo, że zapytany o czym on właściwie był, zachwalacz rzadko udzieli jakiejkolwiek odpowiedzi) dominują dwa typy filmów: historyczne (w rozumieniu – wojenne) oraz głupawe komedie, które nikogo nie śmieszą (wolę setny raz oglądać Kliera niż któryś z tych ćwierćproduktów). Miłym zaskoczeniem było więc Ziarno prawdy – thriller, i to sądząc ze zwiastunów, całkiem dobrze się zapowiadający. Kiedy z dziewczyną usiedliśmy w kinowych fotelach skonstatowaliśmy, że właściwie nie wiemy, o czym będzie film. ‚Tym lepiej’, podsumowałem.

Hmmm… Skoro ziarno, i thriller, to może coś o kurach mordercach? Rozbawiony tą myślą dałem się porwać w wir wydarzeń. I już czołówka zrobiła na mnie wrażenie. Mocna, ze świetnie wyglądającą grafiką i wpadającą w ucho muzyką, która powodowała nieuzasadnione uczucie niepokoju. Po napisach pierwsza scena, dosyć tajemnicza i mroczna. A już w kolejnej największy, moim zdaniem, obsadowy atut – Robert Więckiewicz, którego bardzo lubię i cenię za grę aktorską. Tu w roli detektywa, badającego sprawę morderstwa, jak się wydaje, rytualnego.

I dochodzimy do sedna sprawy. Ziarno prawdy, to przede wszystkim film o uprzedzeniach, ludowych przesądach i niesprawiedliwych opiniach. Jest przy tym tak niepoprawny i prześmiewczy, że momentami, moim zdaniem, twórcy leciutko przegięli. Całość sprowadza się do nienawiści do Żydów, tej dawnej, jak i obecnej. Co ciekawe, ukazana jest też niechęć wielu postaci (i to w dosadnych słowach, by nie powiedzieć nieprzyzwoitych) do Chrześcijaństwa, i o ile ta pierwsza jest ukazana jako stereotypowa i niewłaściwa, ta druga po prostu sobie jest. Cóż, każdy ma swoją wizję i swoje źródło finansowania, nikomu w kieszeń nie zaglądam.

Film trzyma w napięciu. Tym bardziej, że to nasza produkcja, z całym szacunkiem do tuzów polskiej kinematografii. Ujęcia i sposób kręcenia naszych filmów robi się bardzo zachodni, i to bardzo, moim zdaniem, dobrze. Najwyższy czas pokazać, na co nas stać, nie tylko w kategorii nudnawych dokumentów (z całym szacunkiem do filmów, które niedawno zdobyły jakieś ważne, zagraniczne nagrody filmowe). Akcja jest wartka, cały czas byłem ciekaw, co będzie dalej, a to nie zawsze mi się zdarza. Niespodziewane zwroty akcji i zupełnie zaskakujące wydarzenia sprawiają, że widz jest cały czas w niepewności. Oczywiście, ci którzy czytali książkę Miłoszewskiego zaskoczeni nie byli (ja się do nich niestety nie zaliczam, choć planuję nadrobić braki). Ziarno prawdy to adaptacja książki o tym samym tytule, która jest drugą częścią serii o prokuratorze Szackim. Niestety, ekranizacja pierwszego tomu, Uwikłanie, okazała się mierna. Z całą jednak pewnością przeczytam kiedyś tą serię.

Co do obsady, to była ona świetna. Oprócz wcielającego się w Szackiego Więckiewicza zobaczyliśmy Jerzego Trelę, Krzysztofa Pieczyńskiego, Magdalenę Walach, Andrzeja Zielińskiego czy Arkadiusza Jakubika (znanego też jako Pele z miniserialu Piąty stadion). Wszyscy świetnie się uzupełniali, grając na najwyższym poziomie.

Wszystko to uzupełniała dobrze dobrana muzyka, w odpowiednich momentach potęgująca napięcie, a czasem wywołująca niepokój.

Jedyne, co mi się nie podobało, to zakończenie. Niestety. W kryminałach powinno być najlepszą częścią, dającą satysfakcję tym, którzy dobrze typowali zabójcę oraz wprawiającą w szok tych, którzy się mylili. Tu na jakiekolwiek odczucia nie było czasu. Gdyby nie to, że to ekranizacja, powiedziałbym, że autorom scenariusza zabrakło pomysłów i chcieli jak najszybciej skończyć. Nie wiem, czy tak było w książce, ale film zakończenie miał takie sobie. A szkoda.

Podsumowując – jeden z lepszych (najlepszy?) polskich filmów ostatnich lat. Gorąco polecam – najlepiej w kinie, a jak nie, poczekać na wydanie DVD, bo warto!

[wp-review]

Autor: Kamil Chmielewski

Inżynier informatyki, specjalność systemy informatyczne – inżynieria systemów. Student pierwszego semestru magisterki na Politechnice Wrocławskiej. Fan gier RPG i strategii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *