Android Lollipop

Od jakiegoś czasu jestem dumnym posiadaczem telefonu Sony Xperia Z3 Compact. Do tej pory telefon działał pod Androidem 4.4.4 KitKat. W zeszłym tygodniu do Polski weszła jednak aktualizacja 5.0, czyli Android Lollipop. Zgodnie z przewidywaniami, rewolucji  nie było, ale i tak system wzbudza wiele emocji. I to skrajnych. Jedni chwalą L-kę, głównie za faktycznie ładną stylistykę, korzystającą z Googlowego Material Design, inni wspominają, jaki to poprzedni system był dobry (jak to zwykle bywa). Ponieważ Z3 to pierwszy telefon, który tą aktualizację dostał w rodzinie Sony, a i niewiele modeli od innych producentów już ją otrzymało, postanowiłem trochę o niej napisać, gdyż zastanawiając się, czy aktualizować, nie znalazłem zbyt wielu rzetelnych recenzji.

Aktualizacja tego kalibru wymagała oczywiście wpięcia telefonu do komputera przez kabelek USB. Po zainstalowaniu Crapware’u od Sony na komputerze zacząłem update. Trochę to trwało (myślę, że gdzieś z 15 minut) po czym komputer powiadomił mnie, że już mogę odpiąć i włączyć telefon. Ten jeszcze trochę przy włączaniu przemielił konfiguracji, pomyślał, pomyślał i się włączył, z nowym systemem na pokładzie.

Zmienił się już ekran blokady. Przywitały mnie paski powiadomień, ładny zegar i trzy skróty – do odblokowania, telefonu i kamery. Oczywiście, jeżeli ustawimy zabezpieczenia, skróty odpalą odpowiednie aplikacje dopiero po uwierzytelnieniu. Układ graficzny nowej blokady przypadł mi do gustu. Przyszedł czas na ekran główny.

Na pierwszy rzut oka niewiele się zmieniło. Trochę wygładzili ikonki (spłaszczyli je właściwie, by pasowały do Material Design), zmienili kształt klawiszy sterujących i już. Prawdziwe zmiany wizualne zaczynają się, gdy zaczniemy telefonu używać.

We wszystkich recenzjach i opisach autorzy zaczynali od paska powiadomień, więc i ja go rozwinąłem. I tu duża zmiana. Zniknęły zakładki z KitKata, teraz jedno pociągnięcie otwiera pasek powiadomień, zaś ponowne pociągnięcie go w dół – menu skrótów. Dostajemy, jak wcześniej, dostęp do zarządzania siecią wifi i telefoniczną, bluetooth, latarką i innymi. Jest też suwak regulacji oświetlenia, co jest wygodne, bo ‚inteligentne’ sterowania oświetleniem czasem wyczynia głupoty. Mamy szybki dostęp do statystyk baterii (kolejny plus), ustawień telefonu i przełączania użytkowników. I to chyba największa zmiana. Android Lollipop umożliwia stworzenie kilku profili na jednym urządzeniu. Użytkownicy mają podzieloną przestrzeń plików, osobne aplikacje, personalizacje itp. Działa to bardzo podobnie jak konta na desktopowych systemach. Można też utworzyć konto gościa, któremu można zablokować np. opcje dzwonienia. Jeżeli więc chcecie pokazać aplikację komuś, a nie chcecie, by coś wam zmajstrował, teraz macie narzędzie które to umożliwia. Można też na przykład bez przeszkód skonfigurować konto dla dziecka, by je czymś zająć.

Co do wspomnianych wcześniej ustawień telefonu – dużych zmian nie ma. Material Design dostał się tu oczywiście i odświeżył wygląd menu. Niektóre zakładki wyglądają trochę inaczej, ale nie są to znaczące zmiany.

No właśnie – zakładki. Po naciśnięciu prawego przycisku sterującego wyświetlają się ostatnio używane aplikacje. Ułożone w formie kart, prezentują się naprawdę ładnie. Co więcej, da się tak skonfigurować Chrome (tak naprawdę domyślnie jest to włączone), by każdą nową kartę wyświetlał właśnie tam, tworząc dla niej jakby nowy proces. Kwestia gustu, ja tą opcję wyłączyłem, wolę stary przycisk wewnątrz Chrome. Niestety, Sony pozbyło się przycisku do zamknięcia wszystkich aplikacji w tle. Szkoda, bo mając ich dużo, trzeba się nieźle namachać palcem, by je pozamykać. Mam nadzieję, że przywrócą tą funkcjonalność.

Kolejną dużą zmianą jest przywrócenie opcji przeniesienia aplikacji na kartę pamięci. I to jest duży plus. Znaczy – powinien być. Bo w moim przypadku nie działa. Po przeniesieniu aplikacji (i pomimo wyraźnej informacji w ich właściwościach), aplikacje dalej zapychają mi pamięć wewnętrzną. Nie jestem znawcą Linuksów, ale z tego co zrozumiałem, podłączywszy telefon przez AirDroid, urządzenie stworzyło sobie kartę SD w pamięci wewnętrznej, moją fizyczną kartę oznaczyło zaś jako zewnętrzna karta pamięci. Zapewne wystarczyłoby przenieść partycję tej karty na faktyczną kartę, ale nie chce mi się grzebać w czymś, do czego prawdopodobnie potrzebny byłby root (którego na tym telefonie, przynajmniej na razie, nie chcę robić). Liczę, że Sony zauważy problem (wiem, naiwny jestem) i go naprawi. Najlepiej w aktualizacji dodającej przycisk do zamykania wszystkich aplikacji. (Sony teoretycznie zapowiedziało, że pracuje już nad koleją aktualizacją, lecz co ona zmieni i kiedy, dopiero zobaczymy)

Jeżeli chodzi o wydajność, nie zauważyłem żadnych zmian. Telefon ani nie przyspieszył, ani nie zwolnił (jego moc jest dalej niesamowita). Bateria też nie trzyma ani dłużej, ani krócej (wciąż niesamowicie długo).

Podsumowując, Android Lollipop to wersja dość dobra. Niepozbawiona wad wieku dziecięcego, ale tak jest ze wszystkimi nowościami. Wszystkim, którzy narzekają, że chcą KitKata/JellyBeana/GingerBreada albo pierwszej czy jakiejkolwiek innej wersji Androida mówię: idźcie, kupcie sobie stary telefon, albo nie aktualizujcie obecnego, i nie zaśmiecajcie internetu. Tym zaś, którzy jak ja, lubią mieć najnowsze wersje, mówię: polecam, jeżeli nie przeszkadzają wam drobne błędy.

Poniżej trochę zrzutów ekranu i krótki filmik, prezentujące Lollipopa w akcji.

Autor: Kamil Chmielewski

Inżynier informatyki, specjalność systemy informatyczne – inżynieria systemów. Student pierwszego semestru magisterki na Politechnice Wrocławskiej. Fan gier RPG i strategii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *