Coś się kończy, coś się zaczyna…

Z wiedźminem Geraltem znam się od lat. Kiedyś sądziłem, że już go pożegnałem. Potem powstała gra komputerowa. Początkowo byłem do niej nastawiony sceptycznie. Nie wierzyłem, że da się to przenieść na ekran komputera. Taki stan rzeczy trwał długo. Dopiero po premierze i przejściu drugiej części podszedłem do pierwszej. I choć wybitnie nie było, to nie było też tak źle, jak się obawiałem. Później grałem jeszcze długo w obie te części, czekając na finał. I oto nadszedł ten dzień, tak długo wyczekiwany przez fanów prozy Andrzeja Sapkowskiego, oraz gier o przygodach Geralta.

Autorzy kazali nam trochę poczekać. Studio CD Projekt kilka razy przesuwało premierę trzeciej części, zatytułowanej Dziki Gon (co brzmi o niebo lepiej niż angielskie Wild Hunt). W przeciwieństwie do wielu graczy, nie miałem rozwolnienia z tego powodu. W międzyczasie ukazało się kilka innych gier, równie interesujących – DLC do Crusader Kings 2, czy Pillars of Eternity, o których pisałem poprzednio. Bez zbędnego napinania usiadłem więc do gry (dopiero kilka dni pop premierze, przez studia).

witcher3_2015_07_14_22_19_52_831Przy pierwszym podejściu tak pochłonął mnie główny wątek, że nie zważając zbytnio na misje poboczne popędziłem ratować Ciri. Kiedy jednak popatrzyłem na liczbę misji, które zostały zablokowane po przejściu pewnego etapu, stwierdziłem, że ominęło mnie pół gry. Bez bólu serca zacząłem więc od początku. I co ciekawe – ani razu nie nudziłem się, wykonując znów te same misje. Tam gdzie mogłem, podejmowałem trochę inne decyzje, by zobaczyć, jak wpłyną one na kształt rozgrywki. Gdzieś przeczytałem, że w trójce nie ma tak rozbudowanych dylematów i rozterek moralnych jak w dwójce. Nie sądzę. Powiem więcej – wybory w Dzikim Gonie mają dużo szersze i nieprzewidywalne konsekwencje. Niejednokrotnie byłem zdziwiony, gdy docierało do mnie, że misja, w której bez wahania dokonałem słusznego moim zdaniem wyboru, odbija się szerokim echem w świecie i niesie ze sobą zupełnie nieprzewidziane konsekwencje.

witcher3_2015_07_14_22_30_26_225Co do misji, to jest ich naprawdę dużo. I są zróżnicowane, co istotne dla gatunku. Nic bardziej mnie nie denerwowało w Skyrimie, niż powtarzające się zapychacze w postaci radiant questów. W Wiedźminie każde zadanie jest przemyślane. I nawet, gdy schemat się powtarza, wybór jest tak ogromny, że można sobie przeplatać te słabsze zadania z tymi ciekawszymi. Poza głównym wątkiem, który jest osią fabuły, mamy zadania poboczne – mniejsze i większe. Są oczywiście zlecenia wiedźmińskie, które, moim zdaniem, mogłyby być ciut trudniejsze, choć z pewnością większość jest ciekawa. Są też poszukiwania – skarbów, oraz specjalnych schematów rzemieślniczych, umożliwiających stworzenie pancerzy i oręża wiedźmińskiego, dużo lepszego niż to losowo znajdowane w skrzyniach czy ściągane z trupów. Oczywiście narzędzi zadawania bólu i strojów przed tymi narzędziami broniących jest bez liku. Od momentu, gdy zaczniemy używać rynsztunku wiedźmińskiego są one w zasadzie zbędne, gdyż prawie zawsze są gorsze niż specjalistyczny sprzęt do walki z potworami. Masę zabawek możemy wykonać z pomocą kowala, zyskując dostęp do trochę lepszego sprzętu na początku rozgrywki. U alchemików kupimy zaś receptury na różnego rodzaju mikstury, oleje na broń czy petardy. Ciekawym, choć mało realistycznym rozwiązaniem jest odnawianie zapasów petard i eliksirów po odpoczynku. Wystarczą pospolite materiały, jak alkohol, by odzyskać zapas cennych eliksirów. W dodatku te można pić także w trakcie walki, co mi już osobiście przeszkadza (choć nieraz zdarzyło mi się ich tak używać, ach ta hipokryzja). Dużo lepszy był model z dwójki, gdzie do walki trzeba było się przygotować. Z drugiej strony to gra, gdzie potwory pojawiają się w różnych nieprzewidywalnych miejscach i nie zawsze jest czas by usiąść i napić się mikstur. Dlatego akceptuję z trudem to ułatwienie. Ciekawą nowością są sekwencje, w których steruje się Ciri. Nie chcę o nich mówić zbyt wiele, by nie zdradzać fabuły, ale są naprawdę dobrze zrobione i pozwalają odpocząć od brzydkiej gęby Geralta. 🙂

witcher3_2015_07_14_22_26_14_339Świat gry miał być otwarty, i w pewnym sensie jest. Mapa podzielona została na hubki: Biały Sad, gdzie zaczyna się opowieść, Kaer Morhen, wiedźmińskie siedliszcze, połączone Velen i Novigrad, oraz wyspy Skellige. Od czasu do czasu przyjdzie nam też przenieść się gdzie indziej, ale to epizody. Lokacje robią wrażenie. Trochę denerwuje celowe pogorszenie grafiki tuż przed premierą gry, do którego przyznali się twórcy. Tłumaczą to faktem, że konsole nie udźwignęłyby grafiki z komputera, a nie było już czasu, by przygotowywać odrębną wersję. To, oraz komunikat, który przed ostatnim patchem wyświetlał się po włączeniu gry na pececie (‚Wykryto mysz i klawiaturę, zmiana schematu sterowania’) to jedne z największych moich zarzutów pod kątem gry. Co mnie, gracza pecetowego, to w ogóle obchodzi? Pokazywano mi filmy i zdjęcia z gry, na których bardzo podobał mi się klimat, nareszcie odpowiednio mroczny i ciężki po trochę zbyt kolorowej dwójce. I co? I informuje się mnie, że w związku z konsolami, które mam głęboko gdziekolwiek, popsuto to wszystko i znowu mam cukierkową grafikę z pedalskimi kolorkami, gdzie trawa jest zielona (za bardzo) a dziewczyny piękne (nie bardzo). Narzekałem na to przy okazji Skyrima, narzekam i teraz. Nie lubię konsol i nie cierpię sytuacji, gdy gracze komputerowi są czegoś pozbawiani lub traktowani gorzej przez głupie konsole.

witcher3_2015_07_14_22_21_48_799Mimo wszystko grafika wciąż jest dosyć dobra. Krajobrazy paradoksalnie są najładniejsze, gdy pogoda jest najgorsza. Ciekawostką były podane przed premierą minimalne wymagania. Zgodnie z moimi przypuszczeniami były mocno przesadzone. Partnerem CD Projektu jest Nvidia, nic więc dziwnego, że wywołali swoistą nagonkę na nowy sprzęt – podejrzewam, że była to część umowy. Grunt to to, że trzeci Wiedźmin bez trudu odpalił nawet na słabszych pecetach. Na moim laptopie w średich/wysokich, ze wszystkimi prawie efektami. Jedynym ustawieniem, jakie musiałem wyłączyć całkiem było Nvidia Hairworks – poprawiające animacje włosów. Nawet ustawienie tej opcji tylko dla Geralta powodowało wyraźny spadek płynności rozgrywki. Jakoś jednak wytrzymuję bez takich wodotrysków. Co do optymalizacji, to gracze podzielili się na dwa obozy – pesymistów i optymistów patriotów. Ci pierwsi mówią, że optymalizacja do dupy, że gra zacina, ma skoki płynności. Ci drudzy z kolei twierdzą, że optymalizacja jest świetna, że gra działa płynnie i lepiej niż zachodnie produkcje. Cóż – obie strony mają trochę racji. Mimo tak zawyżonych wymagań i niezłej bądź co bądź grafice gra odpala nawet na słabszym sprzęcie. Z drugiej strony ciężko mówić o jakiejkolwiek optymalizacji, jeżeli gra zaczyna w niektórych lokacjach niemal klatkować. I to nie przy skomplikowanych animacjach z efektami cząsteczkowymi, ale tak ot, po prostu. Co ciekawe – bez względu na ustawienia, spadek jest zauważalny. Cóż, panowie bracia – kod do dupy. Albo level designerzy coś sknocili i sprytnie zamaskowali. W tym czy innym przypadku – wstyd. Takie rzeczy nie powinny się zdarzać. W takim GTA V wszystko działa mi na pełnych detalach, ustawione na maksa i działa płynniej i bez skoków. Można? Można, tylko trzeba trochę chcieć i trochę się znać. Wiedźmin 3 aspiruje do miana hitu międzynarodowego, więc takie wpadki są niewybaczalne. To już nie tylko nasze podwórko, gdzie burę mogą dostać najwyżej od jakiegoś CdAction.

witcher3_2015_07_14_22_27_07_792Jeżeli do czegoś nie mam zarzutów to jest to muzyka. Jest świetna. W dwójce była dobra, ale nigdy nawet nie odpaliłem płyty z soundtrackiem z gry. Muzyka z Dzikiego Gonu na stałe zagościła na mojej playliście. Jest bardzo słowiańska a przy tym niesamowicie klimatyczna i świetnie dostosowana do sytuacji w grze. Jest tak dobra, że moja dziewczyna stwierdziła, że chciałaby kupić samą płytę z muzyką.

Wiedźmin, jak wiadomo, zabija potwory. Jak więc z zabijaniem, panie? Ano nieźle. Geralt rusza się dużo płynniej i naturalniej niż w poprzednich odsłonach. Jedno mnie tylko denerwuje. Po akrobatycznych wyczynach w Zabójcach Królów, Geralt miał spoważnieć i zacząć ruszać się jak szermierz. I znowu się kula jak akrobata. Niby można zrobić unik i ustać na nogach, ale jest on na tyle krótki, że w przypadku wielu przeciwników nie wystarcza. Za to bardzo podoba mi się, jak działają znaki. Szczególnie alternatywne tryby działania. Ciekawostką jest też nowa broń – kusza. Jest to poważne naruszenie kanonu, i początkowo byłem mocno sceptyczny. Do pierwszego pojedynku po jej zdobyciu, czyli walki z gryfem. Kusza okazała się bardzo przydatna w starciach z latającymi wrogami. Obrażeń się tym nie zada dużych, ale można strącać ich z nieba. W temacie walki, to rozczarowała mnie ta finałowa. Była zbyt prosta i mało satysfakcjonująca. Na szczęście zakończenie nadrobiło niedobory walki z nawiązką.

witcher3_2015_07_14_22_26_32_457Rozwój postaci jest trochę inny, niż w dwójce. Drzewka zostały zastąpione umiejętnościami podzielonymi na cztery kategorie, które po kupieniu trzeba umieścić w slotach, by używać ich efektów. Tych oczywiście jest ograniczona ilość, która wzrasta wraz z poziomem. Efekty są głównie pasywne, z wyjątkiem wspomnianych już alternatywnych trybów znaków. Jak zwykle punktów i slotów nie wystarczy, by być dobrym we wszystkim, warto więc się specjalizować. W sloty w mieczach i pancerzu można wkładać runy dodatkowo wzmacniające statystyki.

Nie można nie wspomnieć rzecz jasna o zestawie darmowych DLC. Średnio co tydzień CD Projekt wypuszcza darmowe rozszerzenie gry. Jest to dobre PR’owo, ale niewiele moim zdaniem wnosi do rozgrywki. Jedyne DLC które do tej pory mi się podobało, tak naprawdę, to zbroja szkoły wilka, która wygląda świetnie i ma bardzo dobre statystyki. Za to zadania bardzo mnie zawiodły. Miały być ciekawe i rozbudowane, a w większości sprowadzają się do kliku rozmów i ewentualnie jakiejś walki. Mimo wszystko cieszy, że przy produkcji patchy CD Projekt słucha głosu fanów i wprowadza postulowane przez nich zmiany.

Podsumowując, Wiedźmin 3 Dziki Gon to dobra gra. Mocne zakończenie świetnej serii. Zakończenie, na jakie sobie zapracowałem wyborami w czasie gry bardzo mnie satysfakcjonuje i pięknie kończy historię Geralta i Ciri. Choć czytałem, że jest wiele zakończeń, nie chcę widzieć żadnego innego. I liczę, że Cd Projekt nie połasi się na kasę i nie wyciągnie Geralta z zasłużonego odpoczynku… znowu. Facet jak mało kto zapracował na emeryturę. Ale w kolejnego Wiedźmina, już bez Geralta, z chęcią bym pograł. Autorzy podobno takiego wyjścia nie wykluczają. Cóż, poczekamy, zobaczymy.

[wp-review]

Autor: Kamil Chmielewski

Inżynier informatyki, specjalność systemy informatyczne – inżynieria systemów. Student pierwszego semestru magisterki na Politechnice Wrocławskiej. Fan gier RPG i strategii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *