War never changes – Fallout 4

Do recenzji Fallout 4 zbierałem się długo. I dalej uważam, że powinienem jeszcze poczekać, może miesiąc, może dwa. Bo nie bardzo wiem, jak mam pisać. Dużo łatwiej mi było pisać recenzję Skyrima, którą rozpocząłem ten blog. Ujrzała ona światło dzienne już grubo po premierze, kiedy jednoznacznie ustaliły się moje oceny poszczególnych aspektów. W przypadku Fallouta potrwa to pewnie jeszcze dłużej. Plan, jaki Bethesda ułożyła dla Fallouta jest długofalowy, więc zapewne sporo się zmieni, nawet w sercu rozgrywki. Możemy być pewni tylko jednego: War never changes.

Czytaj dalej War never changes – Fallout 4

Star Wars Przebudzenie Mocy

Na nowe Gwiezdne Wojny czekał chyba każdy. Nie boję się powiedzieć, że Star Wars Przebudzenie Mocy jest filmem dekady. Emocje były uzasadnione. Od premiery poprzedniej, trzeciej części sagi upłynęło 10 lat. Nie był on jednak tak wyczekiwany, ponieważ było wiadomo, że powstanie, każdy wiedział, jaki wątek zostanie podjęty i w zasadzie znał finał tej historii. Zupełnie inaczej sprawa miała się w przypadku The Force Awakens. Emocje wywołało najpierw przejęcie Lucasfilm przez Disneya, a później ogłoszenie, że powstanie kontynuacja kultowej serii. I teraz, po blisko trzech latach wydano pierwszą część najnowszej trylogii (bo chyba tak by trzeba było ją nazywać).

Czytaj dalej Star Wars Przebudzenie Mocy

Jedzą, piją, lulki palą

Wiedźmin 3 Dziki Gon praktycznie od dnia premiery był wzbogacany o tak zwane darmowe DLC. Niewielkie zestawy zawierające nowe przedmioty/zadania, które, moim zdaniem, były znacznie mniej ważne niż aktualizacje, wprowadzające krytyczne zmiany w samej mechanice rozgrywki. Ostatnio studio CD Projekt wypuściło natomiast pierwszy w pełni płatny dodatek – Serce z kamienia, pierwszy z dwóch przewidzianych. Na internecie można znaleźć dwa typy recenzji dodatku. Pierwszy mówi, że dodatek, owszem, jest niezły, ale nic nadzwyczajnego. Ot, takie tam DLC, żadnej części ciała nie urywa. Drugi natomiast chwali dodatek nad niebiosa. Łatwo na pierwszy rzut oka rozpoznać, z którym się ma do czynienia. Pierwszy bowiem jest zawsze po angielsku, drugi po polsku.

Czytaj dalej Jedzą, piją, lulki palą

Coś się kończy, coś się zaczyna…

Z wiedźminem Geraltem znam się od lat. Kiedyś sądziłem, że już go pożegnałem. Potem powstała gra komputerowa. Początkowo byłem do niej nastawiony sceptycznie. Nie wierzyłem, że da się to przenieść na ekran komputera. Taki stan rzeczy trwał długo. Dopiero po premierze i przejściu drugiej części podszedłem do pierwszej. I choć wybitnie nie było, to nie było też tak źle, jak się obawiałem. Później grałem jeszcze długo w obie te części, czekając na finał. I oto nadszedł ten dzień, tak długo wyczekiwany przez fanów prozy Andrzeja Sapkowskiego, oraz gier o przygodach Geralta.

Czytaj dalej Coś się kończy, coś się zaczyna…

Pillars of Eternity

Mam najwspanialszą dziewczynę na świecie, od której na urodziny dostałem grę Pillars of Eternity. Od dawno chciałem zagrać w ‚dobrego rpga, z masą opcji, dobrą fabułą, w starym stylu, ale takiego, w którego nie grałem’. I to z tym ostatnim był problem. Bo w dzisiejszych czasach już się takich nie wydaje. Przynajmniej nie masowo. Owszem, wychodzą, finansowane przez Kickstartera. Jednak z jakiegoś powodu wydawcy stwierdzili, że społeczność graczy to w 90% pryszczate gimby z mentalnością przeciętnego, grubego Amerykanina i bardziej im się opłaci wydać kolejną strzelankę bez fabuły za to z multi, w które i tak wszyscy szybko przestaną grać, bo przecież ‚guwno i cees leprzy’.

Czytaj dalej Pillars of Eternity