War never changes – Fallout 4

Do recenzji Fallout 4 zbierałem się długo. I dalej uważam, że powinienem jeszcze poczekać, może miesiąc, może dwa. Bo nie bardzo wiem, jak mam pisać. Dużo łatwiej mi było pisać recenzję Skyrima, którą rozpocząłem ten blog. Ujrzała ona światło dzienne już grubo po premierze, kiedy jednoznacznie ustaliły się moje oceny poszczególnych aspektów. W przypadku Fallouta potrwa to pewnie jeszcze dłużej. Plan, jaki Bethesda ułożyła dla Fallouta jest długofalowy, więc zapewne sporo się zmieni, nawet w sercu rozgrywki. Możemy być pewni tylko jednego: War never changes.

Czytaj dalej War never changes – Fallout 4

Wolfenstein The New Order

Bardzo rzadko gram w typowe strzelanki – ten gatunek do mnie nie przemawia. Gy więc sięgam po tego typu tytuł, to musi być coś wielkiego. A gdy w dodatku spędzam bardzo przyjemnie czas – hit. I tym właśnie jest Wolfenstein The New Order – bezsprzecznym hitem. Najnowszy Wolfi zmywa haniebną plamę swego poprzednika, jak zwykle w krwi nazistów. To zdecydowanie jeden z najlepszych shooterów w jakie grałem. Czytaj dalej Wolfenstein The New Order

The Elder Scrolls Online Beta

Po naprawdę długim oczekiwaniu dostałem e-maila z zaproszeniem do beta testów najnowszego tytułu Elder Scrolls. ESO, czyli The Elder Scrolls Online, nie jest tworzone przez autorów oryginalnych, ‚singlowych’ rpg-ów. To nie znaczy, że nie ma z nimi nic wspólnego. I choć dane mi było grać tylko przez weekend, wrażeń do opowiadania jest na długie godziny. Czytaj dalej The Elder Scrolls Online Beta

Hello Morrowind, my old friend…

By choć na chwilę odpocząć od końcowo-semestralnych zaliczeń i zbliżającej się sesji, zainstalowałem ostatnio The Elder Scrolls III: Morrowind. Grę, przy której spędziłem niezliczone godziny, którą znam, jak własną kieszeń, a mimo to wciąż wracam na Vvardenfell z upodobaniem i, niezmiennie, ekscytacją. Choć jest już stareńka, i większości neo-gimbazy kojarzy się pewnie z erą automatów do gier (2002 rok, trochę czasu faktycznie minęło) to przyciąga mnie bardziej niż nowe, tak zwane ‚next-geny’. Czytaj dalej Hello Morrowind, my old friend…

The Elder Scrolls V: Skyrim – moja recenzja – cz. 5 – Podsumowanie

Uff… To już koniec. Napisanie tego tekstu było dłuższe i trudniejsze niż myślałem. Ale cieszę się, że zrobiłem to do końca. Z pewnością nie poruszyłem wszystkich aspektów gry. To jest prawie niemożliwe. Dlatego zachęcam do czytania innych artykułów na ten temat, by mieć szersze spojrzenie na produkcję. A co do ocen… To ich nie będzie ;). Stwierdziłem, że nie da się jednoznacznie ocenić Skyrima, a już na pewno nie zrobiłbym tego obiektywnie. Dlatego w zamian przygotowałem zestawienie plusów dodatnich i ujemnych gry. Zapraszam do zerknięcia. Czytaj dalej The Elder Scrolls V: Skyrim – moja recenzja – cz. 5 – Podsumowanie