No właśnie. Taka myśl przebiegała mi przez głowę za każdym razem, gdy kończył się kolejny kawałek z płyty Artura Andrusa pt. „Myśliwiecka”. Tematy ich są baaardzo zróżnicowane – jak to zwykle w tekstach Andrusa. Nie liczy się tam tak naprawdę sens wypowiadanych słów, ważne, by się rymowało. No i wychodzi to… rewelacyjnie. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak się uśmiałem przy słuchaniu muzyki. Te piosenki, choć czasem nie nawiązujące do niczego śmiesznego, mają w sobie tyle optymizmu i radości, że słuchając ich człowiek mimowolnie się uśmiecha.

Niektóre utwory znałem z telewizji, inne z Trójki, ale część z nich była nowa i co ciekawe, chyba jeszcze lepsza niż te największe hity („Piłem w Spale, spałem w Pile” 😉 ). Jeżeli ktoś lubi Andrusa, to ta płyta jest pozycją obowiązkową. Jeżeli ktoś go jeszcze nie zna (?) to i tak powinien ją kupić (żeby go poznać).

Fragmentów utworów można posłuchać na Muzodajni za darmo.

Dodam jeszcze, że w Empiku kupiłem ostatni egzemplarz – schodzą jak ciepłe bułeczki (albo i lepij).

Opublikowany przez Kamil Chmielewski

Magister inżynier informatyki. .NET developer. Fan gier RPG (szczególnie D&D i Call of Cthulhu) i strategii na PC.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz